Nowa obrotowa kamera
Wisła - skocznia narciarska Malinka


Kliknij i oglądaj - Kamery on-line

Kwiecień 2020
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
01 02 03 04 05
06 07 08 09 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
Wszystkie wydarzenia...

Następne zawody

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi informacjami.

XXI Kursokonferencja PZN

Szukaj w serwisie

PZN  »  Biegi  »  Aktualności

Aktualności

O ludziach, bez których "czasy byłyby gorsze"

01-10-2008

Polskie kadry w biegach narciarskich spokojnie, w zimowych warunkach lodowca Dachstein przygotowują się do sezonu zimowego, jest więc dobry czas, aby przedstawić pracę ludzi, których rzadko widać na zdjęciach przysyłanych ze zgrupowań i zawodów.

 

(przygotował Józef Michałek)

"Sztab szkoleniowy może z kadrą skutecznie pracować kiedy składa się z fachowców odpowiedzialnych za profesjonalną realizację programu szkoleniowego w pełnym zakresie.
Wszystkim steruje trener główny mający do pomocy asystentów odpowiedzialnych za prowadzenie treningu specjalistycznego dla poszczególnych konkurencji: sprint, biegi dystansowe czy też prace z kobietami lub mężczyznami, których trening jest zdecydowanie różny ze względów fizjologicznych i różnych dystansów na jakich startują.
Lekarz, psycholog, masażysta, serwismen to kluczowe osoby decydujące o profesjonalizmie zespołu. To, że nasze kadry pracują w takich składach, jest zjawiskiem ostatnich kilku lat. Dawniej bywał trener-omnibus, pełniący zazwyczaj także rolę masażysty, lekarza, psychologa, kierowcy, smarowacza i często menadżera.


Tym razem kilka słów o ciężkiej pracy wymagającej doświadczenia i wyczucia osób odpowiedzialnych za przygotowanie sprzętu zwanych serwismenami.

W naszej grupie serwismenem głównym, etatowo zatrudnionym w PZN, jest Andrzej Michałek oraz współpracujący z kadrą Tadeusz Krężelok, z zawodu górnik przodowy, kombajnista KWK Pniówek. Obaj mieszkają w Istebnej, byli reprezentantami Polski, tyle tyko że Tadek biegał w latach 80, wtedy Andrzej dopiero co przyszedł na świat.

Kiedy zaczynamy trenować na śniegu zaczyna się dla nich najtrudniejszy okres ciężkiej pracy. Wieczorem, do późnych godzin, czyszczenie i parafinowanie nowych nart, a wcześnie rano około godziny 6.00, kiedy zawodnicy wychodzą na rozruch poranny, oni pakują narty do samochodów.
W zależności od pogody i rodzaju śniegu biorą wytypowane do danych warunków kilkanaście par, by wielokrotnie zjechać, podbiegnąć na każdej z nart i ocenić jej przydatność zawodach.


Każda para jest mierzona na platformie dynamometrycznej, by ustalić długość komory smarowania smarem trzymającym odbicie podczas biegu stylem klasycznym, my takiej nie mamy (cena około 4 000 euro, więc korzystamy z uprzejmości zaprzyjaźnionych serwis-teamów z innych reprezentacji).

Narty, wstępnie posortowane do warunków śniegowych, zostają opisane i zawiezione do specjalistów szlifujących ślizgi maszynowo, na mokro, kamieniem nacinanym diamentowymi ostrzami, w celu nałożenia struktury, czyli pajęczyny drobnych nacięć na ślizgu.

Zabieg ten służy umożliwieniu odprowadzenia wody znajdującej się w śniegu lub powstałej skutkiem tarcia, co dzieje się nawet przy bardzo niskiej temperaturze.

 

Głębokość i gęstość struktury zależy od warunków w jakich narty będą użytkowane, czyli grubości ziaren śniegu i ilości zawartej w nim wody powstałej w wyniku tarcia ślizgu o śnieg. Woda pod ślizgiem działa jak klej wypełniający przestrzeń pomiędzy kryształkami śniegu powodując przysysanie narty i zmniejszenie jej prędkości, więc  należy ją  stamtąd odprowadzić siecią mikro kanalików.
Speców od szlifów jest tylko kilku, najlepsi są w Anterselva, Vuokatti, Liberecu.

Tak spreparowaną  każdą parę trzeba kilkunastokrotnie zapuścić parafiną, wyczyścić i wyszczotkować. Ogrom pracy to sprawdzanie smarów jakie pojawiają się w obiegu. Jest to nie tylko żmudne zajęcie, również bardzo kosztowne ponieważ ich najważniejszy składnik: fluorocarbon, jest bardzo drogim związkiem chemicznym.

 

Smarowanie nart musi być prowadzone w dobrze wentylowanych pomieszczeniach, gdyż podczas nakładania smarów gorącym żelazkiem uwalniają się toksyczne związki fluoru. Z tego właśnie powodu smarujący narty pracują w rękawiczkach i maskach chroniących oczy i drogi oddechowe.


Wreszcie zawody - to dla nich nieraz prawie koszmar.

Dziesiątki testów nart, smarów, różne mieszanki i kombinacje. Praca z lampką na czole, po ciemku, rano i wieczorem. Zmienna pogoda, syntetyczny śnieg, nieoczekiwany opad, nerwówka, bo często zawodnik pod wpływem stresu przedstartowego "nie czuje" nart i podaje sprzeczne informacje wprowadzające ich w błąd.
Serwismeni to ukryci bohaterowie zawodów zazwyczaj przemilczani w relacjach z sukcesów, lecz zwykłej, ludzkiej pomyłki im się nie wybacza. Kiedy jest coś nie tak z nartami, wie to od razu cały świat i to właśnie wtedy na ich głowach „ląduje kubeł pomyj”.

Dla nich to nie tylko praca, to także pasja w dążeniu do tego, by sprzęt przygotowany przez nich był najszybszy w zawodach. Słowa uznania od trenerów i zawodników za ich ciężką i często niewdzięczną pracę."
.

Źródło: PZN/Józef Michałek
Najnowsze aktualności:

Twój komentarz:
Maksymalnie 1000 znaków.
wstecz


Realizacja Ideo
CMS Powered by Edito

Strona główna  |  Mapa serwisu  |  Kontakt
Copyright © 2016 Polski Związek Narciarski (Polish Ski Federation). All rights reserved.