Nowa obrotowa kamera
Wisła - skocznia narciarska Malinka


Kliknij i oglądaj - Kamery on-line

Grudzień 2018
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31
Wszystkie wydarzenia...

Następne zawody

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi informacjami.

Przedsezonowa konferencja PZN 2013/14 - narciarstwo alpejskie, skicross, narciarstwo szybkie

Szukaj w serwisie

PZN  »  Skoki  »  Aktualności

Aktualności






W dokumentach wciąż mam zapisane "Tomasz Pilch"

06-04-2018
Tomasz Pilch, choć w ostatnich tygodniach sezonu nie skakał już tak dobrze jak na początku zimy, zakończony sezon może zaliczyć do udanych. Czy Polak spodziewał się, że będzie spisywać się tak dobrze? Między innymi o to zapytał się naszego juniora Andrzej Mysiak ze Skokinarciarskie.pl.

Andrzej Mysiak (Skokinarciarskie.pl): Do tego sezonu bardzo rzadko na liście Twoich wyników pojawiały się rezultaty jednocyfrowe - co oczywiście jest typową cechą zawodników na początku kariery sportowej. Czy byłeś więc zaskoczony, kiedy od razu na starcie sezonu zacząłeś uzyskiwać bardzo dobre wyniki w Whistler?


Tomasz Pilch:
Tak, na pewno byłem zaskoczony. Nie spodziewałem się wtedy, że moja dyspozycja będzie aż taka dobra. Jednak po obozach treningowych w Kranju sądziłem, że może być nieźle. Tam wygrywałem sprawdziany przed Pucharem Świata w Wiśle i fajnie mi się skakało. W końcówce sezonu nie jest już tak dobrze, pojawiło się zmęczenie. Mimo to jestem zadowolony, że i tak udawało mi się punktować.

Czy do dobrych wyników w konkursach Pucharu Kontynentalnego i FIS Cup doprowadziły Cię jakieś szczególne zmiany, np. w sposobie szkolenia, w technice, czy może po prostu był to efekt stopniowego rozwoju i efekty musiały kiedyś przyjść?

Latem ciężko pracowaliśmy nad dojazdem do progu i odbiciem - tam popełniałem największe błędy; w powietrzu radziłem sobie całkiem dobrze. Gdy już wypracowałem to odbicie i dojazd, to skakało mi się dużo lepiej. W Zakopanem też miałem problemy z dojazdem, ale na szybko zmieniliśmy to z trenerem i w kolejnych skokach było już lepiej.

W początkowym okresie zimy wsławiłeś się tym, że bardzo często oddawałeś świetne skoki w drugich seriach - a to pozwalało Ci znacznie awansować w porównaniu z wynikami po pierwszej serii; podczas drugiego konkursu Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem również to widzieliśmy. Jak myślisz, co było tego przyczyną - kwestie psychiczne, równe warunki pogodowe (w porównaniu z rywalami klasyfikowanymi w okolicy), a może po prostu coraz lepiej przyzwyczajałeś się do skoczni?

Również próbne skoki miałem dobre, więc myślę, że to kwestia psychiki. W pierwszej serii, gdy jechałem na końcu, zawsze była trema. W drugiej łatwiej było atakować z siódmego czy szóstego miejsca, bo takiej presji już nie było.

Po Twoich udanych startach w listopadzie i grudniu wszyscy zaczęli o Tobie mówić, stałeś się bardzo popularny wśród kibiców skoków. Czy zdawałeś sobie sprawę, jakie zainteresowanie wywołałeś swoimi występami, czy może starałeś się od tego odciąć? W jaki sposób dążyłeś do unikania presji?

Starałem się unikać kibiców i nie patrzeć na to, ilu ich jest. Jednak wystarczyło, że dodałem zdjęcie na Instagramie i od razu miałem mnóstwo polubień - nawet do trzech tysięcy. To mnie już zaskoczyło, oczywiście pozytywnie! Myślę, że radziłem sobie z tym dobrze, nie czułem presji.

Podczas tego medialnego boomu można było żartować, że zmieniłeś imię i nazwisko - zamiast "Tomasz Pilch" często przedstawiano Cię przecież jako "Siostrzeńca Adama Małysza". Z jednej strony porównywanie do Adama to pewnie nobilitacja, z drugiej - nie denerwują Cię czasem takie porównania?


Czasami trochę to denerwuje, ale przyzwyczaiłem się do tego. Często widziałem m.in. na Facebooku nagłówki "siostrzeniec Adama Małysza" - dla mnie to trochę zabawne. W dokumentach nadal mam "Tomasz Pilch".

A gdybyś miał jednak porównać się do Adama - co, Twoim zdaniem, masz z nim wspólnego, a co zdecydowanie Was różni?

W skokach różni nas styl w powietrzu, za to mamy bardzo podobne odbicie - a to akurat dobre, bo to była petarda.

Po udanym grudniu przyszła pora na wejście na najwyższy poziom rywalizacji - zadebiutowałeś w Pucharze Świata, na dodatek nie podczas byle jakiej imprezy, bo w trakcie Turnieju Czterech Skoczni, który cieszy się wielką renomą i równie wielkim zainteresowaniem mediów. Jak na to reagowałeś?

Ciężko powiedzieć. W Innsbrucku była wielka trema, ale w Bischofshofen podszedłem do tego normalniej - nie skupiałem się aż tak na mediach i było już lepiej.

Później startowałeś w Pucharze Świata w Zakopanem. Było łatwiej czy może trudniej, bo to jednak u nas?

Było zdecydowanie łatwiej - dzięki licznym polskim kibicom, którzy świetnie dopingowali.

Ale i tak mogłeś cieszyć się ze swojego występu, bo zdobyłeś pierwszy punkt i dożywotnie prawo startu w Pucharze Świata.

Tak, z tego jestem bardzo zadowolony.

A trener też był zadowolony?

No, był, ale chyba też miał lekki niedosyt.

Na mistrzostwach świata juniorów też spisywałeś się bardzo dobrze - tego nie da się ukryć. Wróciłeś jednak z pustymi rękami. Co przeważało w Twoich uczuciach po zawodach - niedosyt czy jednak sportowa złość w kontekście następnych mistrzostw?


Był zarówno niedosyt, jak i sportowa złość. Gdy zobaczyłem wyniki i wyszedłem z kontroli, popłynęły łzy, bo do medalu zabrakło 0,2 punktu. Później przyszła większa mobilizacja, ale również i zmęczenie - nie da się skakać tak dobrze, jak na początku sezonu.

Na szczęście to już koniec zimy i będziesz więc mógł zregenerować się przed kolejnym sezonem. Zanim skończymy naszą rozmowę, mam jeszcze kilka krótkich, luźniejszych pytań. Pierwsze - czym interesujesz się, gdy nie skaczesz?

Piłką nożną i siatkówką, a także kombinacją norweską - mój szwagier jest w kadrze, startuje w Pucharze Świata, więc w miarę możliwości staram się oglądać zawody.

Jaki jest Tomasz Pilch? Jak byś siebie w kilku słowach opisał osobie, którą dopiero poznałeś?

Jestem spokojny, nie gwiazdorzę i chyba mi jeszcze woda sodowa nie odbiła.

Masz jakichś sportowych idoli - zarówno w skokach, jak i poza nimi?


W skokach to wujek Adam i Kamil Stoch. W piłce moim wielkim idolem jest Leo Messi, jest niesamowity.

I na koniec: jakie są Twoje sportowe cele na najbliższe lata?

Na razie nie rozmawialiśmy o tym z trenerem, ale chciałbym punktować w Pucharze Świata i udanie wystartować na mistrzostwach świata juniorów. Trzeba powalczyć o medal, bo wiele do czołówki nie brakuje.

Tego Ci życzę! Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Andrzej Mysiak / Skokinarciarskie.pl
Najnowsze aktualności:

Twój komentarz:
Maksymalnie 1000 znaków.
wstecz


Realizacja Ideo
CMS Powered by Edito

Strona główna  |  Mapa serwisu  |  Kontakt
Copyright © 2016 Polski Związek Narciarski (Polish Ski Federation). All rights reserved.