Nowa obrotowa kamera
Wisła - skocznia narciarska Malinka


Kliknij i oglądaj - Kamery on-line

Grudzień 2018
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31
Wszystkie wydarzenia...

Następne zawody

W chwili obecnej nie dysponujemy żadnymi informacjami.

Pierwszy dzień MŚ w Lahti: Ceremonia Otwarcia - środa, 22.02.2017

Szukaj w serwisie

PZN  »  Skoki  »  Aktualności

Aktualności

Adam Małysz Adam Małysz

Adama Małysza przygoda z kombinacją norweską

08-04-2011
Adam Małysz do 17. roku życia trenował nie tylko skoki, ale i kombinację norweską. Startował udanie w mistrzostwach Polski, a pierwszy start w Pucharze Świata zaliczył właśnie w kombinacji. O kulisach startów Adama w zawodach w tej dyscyplinie opowiadają: Marek Siderek, Jan Szturc i Łukasz Kruczek. Nieznane fakty z życia Adama - gwarantowane!

Jan Szturc był pierwszym trenerem Adama zarówno w skokach, jak i w kombinacji. - Wszyscy chłopcy, których trenowałem, zaczynali od kombinacji norweskiej. Po pewnym czasie zapadała decyzja, czy zostają przy kombinacji, czy przechodzą do skoków. Bardzo piękne wspomnienia związane z Adamem mam z okresu, kiedy jako młodzik startował z ogromną zaciętością w kombinacji norweskiej, gdy wspólnie z kolegami zdobywał tytuł drużynowego mistrza Polski w kombinacji - w 1992 roku razem z Tomaszem Wawrzaczem i Aleksandrem Bojdą. Pamiętam też, że gdy w parku wiślańskim odbywały się sprinty parami (team sprint), Adam cieszył się niesamowicie z tych zawodów i dopingował kolegów. Małysz startował wtedy w parze z Bojdą - wspomina Jan Szturc.

Pierwszy start Adama Małysza w Pucharze Świata to nie skoki narciarskie, ale zawody w kombinacji norweskiej w drużynowym konkursie w Oberwiesenthal, który odbył się 2 stycznia 1994 roku. Debiut w skokach narciarskich nastąpił dopiero w kolejnym sezonie - w grudniu 1994r. w Oberstdorfie podczas Turnieju Czterech Skoczni. Co ciekawe, Oberwiesenthal to rodzinne miasto Jensa Weissfloga, który zawsze był idolem Adama Małysza.

Jak polscy juniorzy znaleźli się w Oberwiesenthal w konkursie drużynowym z najlepszymi na świecie kombinatorami norweskimi? Wszystko zaczęło się od powołania kadry najzdolniejszych juniorów w skokach i kombinacji przy internacie w szkole mistrzostwa sportowego w Buczkowicach przez Bielski Okręgowy Związek Narciarski (BOZN). Trenerem był Marek Siderek, a grupa składała się z ośmiu zawodników - byli to: Adam Małysz, Łukasz Kruczek, Marek Gwóźdź, Mirosław Grzybowski, Mariusz Wantulok, Aleksander Bojda, Mirosław Kędzior i Mariusz Maciaś. To byli juniorzy B i C.

- Naszym celem było stworzenie mocnej juniorskiej grupy w Beskidach i optymalne przygotowanie ich do zimy oraz starty w zawodach międzynarodowych. Latem trenowaliśmy na zagranicznych skoczniach we Frensztacie, Rożnowie, Bańskiej Bystrzycy i Harrachovie. W Polsce igelit był tylko w Szczyrku Biłej. Zimą szukaliśmy startów w Pucharze Kontynentalnym (dawna nazwa to Puchar Europy - przyp.red.) - opowiada Marek Siderek.

- Bardzo się ucieszyliśmy, kiedy otrzymaliśmy zaproszenie z austriackiego St. Aegyd i niemieckiego Oberwiesenthal. Mogliśmy tam wystąpić całą drużyną za darmo, bo obowiązujące wtedy przepisy mówiły, że jeśli jest konkurs drużynowy, to koszt pobytu całej ekipy opłaca FIS - mówi Siderek. 

W St. Aegyd 28 grudnia 1993r. odbywał się drużynowy sprint w ramach Pucharu Kontynentalnego (wtedy Europy), a tuż przed nim Puchar Kontynentalny w skokach w tej samej miejscowości. - Do Austrii wyruszyliśmy z czterema zawodnikami - Adamem Małyszem, Łukaszem Kruczkiem, Mirosławem Grzybowskim i Mariuszem Wantulokiem. Z całej czwórki w pierwszej 50. w skokach z mojej grupy znalazł się tylko Adam Małysz. Na te zawody przyjechał też z kadrą skoczków trener Krzysztof Sobański i z jego grupy w 50. był Jarosław Mądry. Łącznie startowało wtedy około 70 zawodników - kontynuuje Marek Siderek.

W team sprincie w kombinacji Polacy wystawili parę Małysz-Kruczek. Wyników z sezonu 1993/94 nie udało się nigdzie odnaleźć, ale wiadomo, że było to odległe miejsce. - Po skokach było nawet nieźle, ale całą przewagę straciliśmy przez kiepski sprzęt. Adam miał wtedy beznadziejne narty firmy Elan, które sprawiały, że w połowie zjazdu tracił cały rozpęd i musiał się odpychać kijkami, podczas gdy ja mogłem cały ten odcinek zjechać bez problemów. Adam męczył się strasznie już na pierwszym kółku i od razu wiedziałem, że dobrego wyniku w St. Aegyd to my nie uzyskamy - wspomina Łukasz Kruczek.

Później cała ekipa przeniosła się do niemieckiego Oberwiesenthal na drużynowe zawody Pucharu Świata w kombinacji. Polacy spędzili wtedy Sylwestra wraz z całą światową czołówką kombinacji norweskiej. - Mieszkaliśmy w hotelu w Oberwiesenthal i mieliśmy wspólną świąteczną kolację z wieloma atrakcjami. Impreza zrobiła na chłopakach duże wrażenie. Były piękne panie tańczące z wężami, pokazy żonglerki, fajerwerki, a nawet piłowanie drzewa - opowiada Marek Siderek.

W Pucharze Świata w kombinacji na skoczni K-90 i trasie biegu 4x5km wystąpili: Adam Małysz, Łukasz Kruczek, Mirosław Grzybowski i Mariusz Wantulok. - Razem ze mną jako trener był Zbigniew Byrdy. Dla nas był to bardzo prestiżowy start, bo to był pierwszy Puchar Świata w karierze tych chłopaków. Oni byli wtedy bardzo młodzi, mieli 16-17 lat, a startowali z najlepszymi na świecie. Dowiedzieliśmy się wtedy jak daleka droga przed nami i ile nas dzieli od światowej czołówki - mówi Marek Siderek.

- Po skokach byliśmy na 13. miejscu, ale ostatecznie wyruszyliśmy jako 14. ekipa na trasę biegu. Jako pierwszy pobiec miał Mirek Grzybowski, ale kiedy tuż przed startem zdjął dres, okazało się, że zapomniał numeru startowego - wspomina Łukasz Kruczek. Po numer pobiegł trener Byrdy, ale przez dłuższą chwilę nie mógł go znaleźć po ciemku. W końcu Grzybowski wyruszył, ale szans na dogonienie żadnej ekipy już nie było.

Każdy biegł 5km, ale pętle były 2,5-kilometrowe. - Trasa była bardzo trudna, a do tego wiał mocny wiatr i temperatura wynosiła około minus 10 stopni. Odczuwalna temperatura była jeszcze niższa. Po 2,5km Adam był już bardzo zmęczony i myślał, że to koniec jego zmiany. Wtedy ja zawołałem: spokojnie, jeszcze jedno kółko. Adam miał już dość, ale oczywiście dobiegł do mety - wspomina Marek Siderek. - Polacy zajęli w Oberwiesenthal ostatnie miejsce, ale zyskaliśmy wiele cennych doświadczeń. Do tego mieliśmy kontakt ze śniegiem, którego w Polsce wtedy brakowało.

Ostatnim akcentem Adama Małysza w kombinacji norweskiej były mistrzostwa Polski w 1994 roku. - W 1994 roku po mistrzostwach Polski uznaliśmy, że Adam powinien skupić się na skokach. Wtedy niewiele zabrakło, a Adam zostałby wicemistrzem Polski seniorów i mistrzem juniorów w kombinacji norweskiej - opowiada Jan Szturc.

Adam wiedział już, że to jego ostatni start w kombinacji norweskiej i miał pobiec tylko dlatego, aby uniknąć kary za niewystartowanie. Nawet nie przebrał się w kombinezon biegowy, tylko pobiegł w dresie, w którym zwykle robił rozgrzewkę. Po skokach z dużą przewagą prowadził  Adam, a drugi był najlepszy polski kombinator i świetny biegacz Stanisław Ustupski. - Przed biegiem powiedziałem Adamowi, że po pierwszym okrążeniu może zejść z trasy. Kiedy do mnie dobiegł, krzyczę do niego: jak chcesz to możesz już schodzić. Adam na to: a, jeszcze polecę!

- Na drugim okrążeniu dopadł go Ustupski, ale wyglądało na to, że Adam dobiegnie jako drugi. Pech chciał, że około 2 km przed metą zgubił kijek na zjeździe. Wrócił po niego, ale do mety dotarł jako czwarty. Wygrał Ustupski, a gdyby nie kijek, to Adam miałby srebro seniorów i złoto juniorów. A tak w juniorach był drugi, a zwyciężył Łukasz Kruczek. Za to, że Adam wtedy ukończył ten bieg, choć nie musiał, bardzo go podziwiam. Ładnym akcentem zakończył karierę w kombinacji norweskiej - kończy wspominać Jan Szturc.

Na bazie tej grupy, która startowała w Pucharze Świata w kombinacji, w styczniu 1995 roku powołano kadrę w skokach narciarskich i rozpoczęły się przygotowania do igrzysk w Nagano pod okiem Pawła Mikeski. Ale to już całkiem inna historia...
Źródło: Alicja Kosman / PZN
Najnowsze aktualności:

Komentarze użytkowników:
Autor:~granda   Data: 2011-04-10 08:09:34

Fajnie się czyta takie wspomnienia. Za chwilę będziemy wspominać jaką fajną zbudowaliśmy skocznie w Malince treningową! Właśnie! Treningową bo obiecany przez panów Prezesów PŚ w WIŚLE nie jest uwzględniony w przygotowanym terminarzu na ten sezon. Brawo Panowie!

Autor:~Fanka   Data: 2011-04-09 11:14:02

Ale ciekawy tekst. To prawda już wówczas Adam był zadziornym chłopakiem widac było, że łatwo się nie poddaje. Super się czyta takie artykuły.

Autor:~krwisty   Data: 2011-04-08 20:00:19

Już wtedy objawiało się duże zacięcie Adama do rywalizacji za wszelką cenę. Hart ducha i wola walki - cechy przyszłego mistrza nad mistrzami. Do tego gra fair play i mamy legendę.

Autor:~HKS   Data: 2011-04-08 19:03:54

"kiedy tuż przed startem zdjął dres, okazało się, że zapomniał numeru startowego" Bill Demong miał się na kim wzorować;) Piękne panie tańczące z wężami - brzmi... nieźle;] Mam nadzieje, że pan Siderek się dobrze bawił:D

Twój komentarz:
Maksymalnie 1000 znaków.
wstecz


Realizacja Ideo
CMS Powered by Edito

Strona główna  |  Mapa serwisu  |  Kontakt
Copyright © 2016 Polski Związek Narciarski (Polish Ski Federation). All rights reserved.