21 WRZEŚNIA 2026

Anna Twardosz: jest szok, ale nie powiem, że się nie spodziewałam

W historii skoków narciarskich w Polsce żadna z naszych zawodniczek nigdy nie wygrała zawodów Letniego Grand Prix. Przed rokiem Anna Twardosz jako pierwsza Polka stanęła w Rasnovie na podium, zajmując dwukrotnie trzecie miejsce. Teraz w tej samej miejscowości zapisała się w historii kolejny raz, odnosząc dwa zdecydowane zwycięstwa z rzędu. Ta sztuka, jeśli chodzi o polskie skoki, udała się wcześniej tylko naszym medalistom olimpijskim: Adamowi Małyszowi, Maciejowi Kotowi, Kamilowi Stochowi, Dawidowi Kubackiemu i Pawłowi Wąskowi. 

Anna Twardosz w obu konkursach w Rasnovie była bezkonkurencyjna. W pierwszym wyprzedziła Japonkę Ringo Miyajimę aż 19,1 pkt. Trzecia Chinka Bing Dong straciła do naszej zawodniczki 22,9 pkt. To była deklasacja. W niedzielnym konkursie skoczkini z Lanckorony wygrała z dziesięciopunktową przewagą. Ta mogła być jeszcze wyższa, ale sędziowie przed jej skokiem obniżyli rozbieg - w porównaniu do wcześniej skaczących zawodniczek - aż o trzy belki. Druga w niedzielnych zawodach była Chinka Ping Zeng. Trzecia Słowenka Ema Klimec, która jest liderką cyklu, straciła do Twardosz 12,2 pkt. Tym samym Polka została "królową Rasnova". Dla niektórych dość niespodziewanie, a dla samej zawodniczki, jak i jej trenerów, niekoniecznie, bo 25-latka na treningach - w tygodniach poprzedzających zawody - prezentowała się naprawdę z bardzo dobrej strony. 

- Jest szok, bo nigdy w zawodach tej rangi nie stałam na najwyższym stopniu podium, ale nie powiem, że się nie spodziewałam, bo jednak na treningach skakałam naprawdę bardzo dobrze. One pokazywały mi, że ciągle podnoszę swój poziom. Czekałam tylko na zawody, by sprawdzić, jak wyglądam na tle rywalek - cieszyła się Twardosz.

Obsada zawodów w Rasnovie nie była może najmocniejsza, ale na starcie nie zabrakło też wielu dobrych zawodniczek. Na to, kto wystąpi w zawodach, nikt z nas nie ma wpływu. Za to najważniejsze były dobre skoki reprezentantki AZS AWF Katowice.

 - Nie ukrywam, że po takich zawodach pewność siebie, której i tak mi nie brakowało, poszła jeszcze w górę. Zobaczymy, co przyniesie czas. Teraz czeka nas ponad miesiąc przerwy w startach i wykorzystamy go na spokojne treningi. Jak widać, ostatnia taka przerwa dobrze na mnie podziałała. Zregenerowałam się, ale przede wszystkim rozluźniłam głowę, bo za dużo było napięcia i stresu. I to zadziałało - przyznała nasza skoczkini.

Przed ostatnimi zawodami LGP w Klingenthal (24 października) Twardosz zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu. Ma zatem znowu szansę na kolejny historyczny rezultat. Teoretycznie ma nawet szansę na wygranie LGP. Do Klimec traci bowiem 71 punktów. Druga jest Japonka Yuki Ito, która ma cztery punkty przewagi nad Twardosz. 

- Mogę się bić teoretycznie o zwycięstwo i bardzo bym chciała, ale staram się na tym nie skupiać, tylko chcę dalej robić swoje. Przede mną Klingenthal, które nie jest moją ulubioną skocznią, ale też jestem teraz na innym poziomie - zapowiedziała.

Skoki Twardosz tego lata wyglądają naprawdę bardzo dobrze. Widać dużą poprawę i ogrom wykonanej pracy.

- Już od samego wejścia na skocznię, moje skoki były dużo lepsze niż zimą. Mam już pojedyncze skoki, kiedy widać dużą poprawę w locie. A nad tym elementem właśnie się skupiamy, bo jeszcze za wąsko prowadzę narty w stylu V. Już na tym etapie mogę śmiało powiedzieć, że jestem o wiele lepiej przygotowana do zbliżającej się zimy. Oczywiście weryfikacja będzie dopiero na skoczni. Jeszcze nie do końca wychodzą mi drugie skoki w zawodach, ale na treningach jest duża powtarzalność i to mnie cieszy, bo w końcu zacznie to też działać w konkursie - mówiła 25-latka.

W Rasnovie wyciągnęła też naukę sprzed roku. Wówczas była liderką w jednym z konkursów, ale nie utrzymała tej pozycji. Teraz nie miała z tym problemu.

- W tym roku wytrzymałam i bardzo się z tego cieszę. Przydało się doświadczenie sprzed roku - zakończyła.

Źródło: PZN